Cóż sama nie wiem od czego mam zacząć. Na początek powiem, że niestety laptop był ponad dwa tygodnie w naprawie, dlatego takie opóźnienie jeśli chodzi o notki. W sumie może to i lepiej, bo wcześniej nie miałam o czym pisać, a teraz stety, niestety mam materiał na post dla was. Jak to u mnie bywa moje notki ostatnio nie są zbyt optymistycznie i ta również do nich należy. Przyznam się, że długo myślałam nad tytułem tej notki i sądzę, że będzie pasował do tego postu. Z takich spraw technicznych to tyle, ale przejdźmy do sedna sprawy. Był wtorek (20.01) godzina około 7:00 usłyszałam telefon i domyślałam się kto dzwoni. Po chwili usłyszałam jak mama mówi przez łzy i wiedziałam już co się stało. Zerwałam się z łóżka i już byłam w salonie. Mama skończyła rozmowę, a moje wszelkie nadzieje, które mówiły mi, że moje podejrzenia są nie prawdziwe, prysły jak bańka mydlana. Dziadek nie żyje to właśnie usłyszałam, nie było to dla mnie zdziwieniem, bo z dziadkiem już jakiś czas było źle, ale te słowa zabolały. Potem wszystko potoczyło się mechanicznie. Wieczorem różaniec, pierwszy raz gdy miałam zobaczyć nieżywego człowieka. Nadeszła ta chwila, gdy wnieśli trumnę w momencie kiedy ją otwierali odwróciłam wzrok w stronę mojej siostry ciotecznej. Po chwili mój wzrok wrócił na trumnę i ujrzał dziadka. Synchronicznie z moją siostrą zaczęłyśmy płakać. Po jakimś czasie zebrałam się do kupy i potem poszło gładko, wczoraj znowu różaniec, ten sam scenariusz wchodzę łzy cisną mi się na twarz, a potem jest już dobrze. Wszystko powraca przy samym końcu różańca. Coś mnie zakuło i łzy poleciały same. Dziś był pogrzeb myślałam, że będę twardsza. Skoro dałam radę przez te dwa dni dam i teraz. I to był błąd. W momencie, gdy wszyscy zaczęli żegnać się z dziadkiem, dotykać go po twarzy po rękach ja nie podołałam. Rozpłakałam się i wyszłam na dwór. Podczas mszy co pięć minut łzy leciały mi z oczu. Tylko jedno mnie pocieszało. W końcu dziadek i babcia są razem. Po dokładnie 1,5 roku się spotkali. Dziadek bardzo tęsknił i wiem, że teraz jest szczęśliwy. Babcia zmarła 23 lipca we wtorek pogrzeb był w czwartek o 11:00. Dziadek też umarł we wtorek i dziś (czwartek) o 11:00 odbył się pogrzeb. Niby zbieg okoliczności, ale zapewne coś znaczy. Jak na razie nie wiem jeszcze co. Jedno jest pewne oboje są teraz szczęśliwi, bo są razem...
Pozdrawiam Klaudia
czwartek, 22 stycznia 2015
środa, 3 grudnia 2014
Aktualizacje
W dniu dzisiejszym zaktualizowałam podstrony: O mnie, mój dzień, galeria
Dodałam też podstronę: Pasja moje życie zapraszam do ogladania mam nadzieje że sie spodoba :D
Dodałam też podstronę: Pasja moje życie zapraszam do ogladania mam nadzieje że sie spodoba :D
Co z przyszłością?
W każdy pości mówię, że już nie będę was opuszczać na dłuższy czas, ale niestety tak jest, ponieważ uważam, że nie sensu pisać na siłę, a teraz przejdę do rzeczy. Co u mnie słychać? A to, że ostatnio mam nawał lekcji, ale ten blog nie jest o lekcjach tylko o mnie. Postanowiłam troszkę pozmieniać na blogu i wprowadzić kilka aktualizacji mam nadzieje że sie spodoba. Od piątku dostaje zastrzyki domięśniowe z antybiotykiem dziś jadę na ostatni :D. Jutro znowu do Warszawy eh jak ten czas szybko leci, jeszcze 3 tygodnie i święta. Powiem wam jedno w tym całym pędzie nawale lekcji zaczęłam żyć według schematu. Wstaje, jem, potem lekcje, kończę lekcje, jem, odrabiam lekcje, jem i idę spać i tak każdego dnia to samo. Pominęłam oczywiście wszystkie zabiegi jakie odbyć muszę bo zanudzilibyście się tu na śmierć. W tej rutynie przestałam myśleć nad swoim życie w sumie nie wiem czy mi to wyszło na dobre, bo gdy teraz tak siedzę i myśle co będzie za dwa lata gdy będę musiała iść do liceum to mam mieszane uczucia. Z jednej strony otworzą mi się drzwi na świat będę miała w końcu swój upragniony kontakt z ludźmi. Jest też druga strona, boję się ze nie dam se rady sama na stancji ze wszystkimi zabiegami, lekami, lekcjami. Sama nie wiem jak będzie wyglądało moje życie. A może lepiej siedzieć w domu cicho i dalej żyć trzy lata w izolacji? Nie chce tak. Chce w końcu zacząć żyć pełnią życia. Przecież za dwa lata rozpocznie sie najlepszy okres mojego życia. Imprezy, chłopacy, przyjaciółki. Nie chce tego stracić siedząc w domu. Myśląc o życiu jakie mogę mieć za dwa lata uśmiech pojawia mi się na twarzy, ale zaraz potem przypomina mi się, że przecież mam mamę nie chce jej zostawiać samej. Wiem, że ona strasznie to przeżyje, jesteśmy do siebie bardzo przywiązane. Można powiedzieć, że mama jest moją przyjaciółką. No cóż zobaczymy co przyniesie los, nadal mam nadzieje, że przez ten czas lekarze dowiedzą się co mi jest i mój stan się polepszy na tyle, abym mogła sama sobie dawać radę. To chyba wszystko co chciałam wam dziś powiedzieć, notka mocno wybiegająca w przyszłość, ale sądzę, że dość istotna. Chciałam powiedzieć jeszcze jedno, iż po wejściu na bloga pojawił się uśmiech na mojej twarzy ponieważ zyskałam dwóch obserwatorów i ponad 2000 odsłon dziękuje wam, że jesteście chociaż mnie często nie ma. Na koniec piosenka, w której się ostatnio zakochałam polecam i czekam na wasze opinie :)
https://www.youtube.com/watch?v=76WJJ57YoG0
Pozdrawiam wasza Klaudia
https://www.youtube.com/watch?v=76WJJ57YoG0
Pozdrawiam wasza Klaudia
piątek, 19 września 2014
Tak mało czasu tak wiele rzeczy
Minął już dość długi czas od kąt pisałam ostatni wpis. Przez ten czas tyle się wydarzyło, że nie wiem czy dam radę ująć to w jednym wpisie, a więc zróbmy tak, że rzeczy z sierpnia napisze w tym poście, a z września w następnym. Myślę, że tak będzie dobrze. Po pierwsze przed samym wyjazdem do Ustki odstawiłam niezły cyrk, a rzecz w tym, iż we wtorek dwa dni przed wyjazdem nad morze o godzinie 22:00 zadławiłam się jedzeniem, już od jakiegoś czasu słabo jadłam ale wtedy już nie było wyjścia. W środę o 6:00 byliśmy już w drodze do Szpitala w Warszawie. O godzinie 15:00 było już po wszystkim. Mój przełyk został rozszerzony do 11mm. To wszystko działo się tak szybko tyle nerwów, tyle strachu, tyle płaczu. Zaraz po zabiegu przybyła do mnie moja Pani Doktor, która oświadczyła, że dziś mogę pić, a jutro jeść no i jutro mogę wyjść około 12:00. To były w końcu dobre wiadomości ale... Nie na długo. Za 15 min przybiega i mówi, że jednak nie mogę dziś nic do ust wziąć jutro pić a w piątek jeść i MOŻE wieczorem wyjdziemy. Jak to szybko można zmieniać zdanie najpierw daje nadzieje, a potem zabiera ci wszystko. O 22:53 w piątek miałyśmy autobus do Ustki no i cóż znów płacz i złość. Następnego dnia mama poszła do pani profesor, która oświadczyła, że możemy dziś (czwartek) wyjść. Hmm... nie wydaje się to wam dziwne? Ale w końcu to Polska wszystkiego mogę się spodziewać. Bądź co bądź wyszłyśmy w czwartek o 20:00 i w piątek szczęśliwie pojechałyśmy nad morze. Uwielbiam to uczucie, gdy wsiadam do autobusu i wiem, że obudzę się tam gdzie pragnę. Po takich rewelacjach ten tydzień był jak zbawienie. Coś cudownego nie pamiętam kiedy mama się tyle uśmiechała. Pogoda dopisała opaliłam się jak rak :D. Nie będę się więcej rozpisywać bo tego nie dam rady opisać słowami. Jeśli chodzi o sierpień to by było na tyle za chwilkę wstawię post o wrześniu.
środa, 13 sierpnia 2014
Znajomi? Koledzy? Przyjaciele? Nie jestem pewna...
Jakiś czas nie pisałam to może dlatego, że nic szczególnego się u mnie nie działo, może też dlatego, że zwątpiłam w ten blog, minęło już sporo czasu od założenia, a liczba odsłon nie jest zbyt duża. Jeśli otrzymuje dwa komentarze pod postem jestem szczęśliwa, ale mimo to postanowiłam, że nie zakończę pisania tego bloga chociażby dlatego, że jest to miejsce gdzie mogę wszystko powiedzieć, wylać swoje wszystkie żale i smutki. Wiem, że mój blog jest pisany pospolitym słownictwem, a interpunkcja i ortografia pozostawia wiele do życzenia, ale i tak będę pisała tutaj notki nawet jeśli tylko jedna osoba miałaby czytać tego bloga.
Zmieniając temat do dziś byłam szczęśliwa głównie z powodu wakacji, błogiego odpoczynku no i oczywiście wyjazdu do Ustki (22 sierpień), ale dziś jest ten dzień w którym mam wszystkich i wszystkiego serdecznie dość, po prostu mam tak zwanego ,,doła''. Myślałam ze wakacje to będzie czas gdy w końcu będę mogła częściej się spotykać ze znajomymi, ale myliłam się. Teraz gdy pisze tego posta mam wrażenie, że jestem sama, nikt się mną nie interesuje (oprócz rodziców), nikt się nie odzywa z własnej nie przymuszonej woli, ludzie którzy byli mi najbardziej bliscy stają się mi obojętni, nie wiem co się dzieję czy to ich wina? Czy może to ze mną jest coś nie tak? Sama nie wiem... Fakt te wakacje są fajne prawie każdy weekend mam zajęty, a to rodziców wyciągnęłam nad jezioro, a to do rodziny wyjazd itd., ale ten cały czas spędzam tylko i wyłącznie z rodzicami bardzo ich kocham ale potrzebuje towarzystwa ludzi w moim wiek, a tym czasem czuję się jakby mnie nie było. Z utęsknieniem czekam na wyjazd do Ustki, z daleka od domu, z daleka od wszystkich ludzi, z daleka od wszystkiego. Tylko ja, mama, morze i zachód słońca...Nie wiem może po tym wyjeździe jakoś mi przejdzie, ale wiem jednak, że nigdy nie czułam się tak samotna...
Pozdrawiam wasza Klaudia
Zmieniając temat do dziś byłam szczęśliwa głównie z powodu wakacji, błogiego odpoczynku no i oczywiście wyjazdu do Ustki (22 sierpień), ale dziś jest ten dzień w którym mam wszystkich i wszystkiego serdecznie dość, po prostu mam tak zwanego ,,doła''. Myślałam ze wakacje to będzie czas gdy w końcu będę mogła częściej się spotykać ze znajomymi, ale myliłam się. Teraz gdy pisze tego posta mam wrażenie, że jestem sama, nikt się mną nie interesuje (oprócz rodziców), nikt się nie odzywa z własnej nie przymuszonej woli, ludzie którzy byli mi najbardziej bliscy stają się mi obojętni, nie wiem co się dzieję czy to ich wina? Czy może to ze mną jest coś nie tak? Sama nie wiem... Fakt te wakacje są fajne prawie każdy weekend mam zajęty, a to rodziców wyciągnęłam nad jezioro, a to do rodziny wyjazd itd., ale ten cały czas spędzam tylko i wyłącznie z rodzicami bardzo ich kocham ale potrzebuje towarzystwa ludzi w moim wiek, a tym czasem czuję się jakby mnie nie było. Z utęsknieniem czekam na wyjazd do Ustki, z daleka od domu, z daleka od wszystkich ludzi, z daleka od wszystkiego. Tylko ja, mama, morze i zachód słońca...Nie wiem może po tym wyjeździe jakoś mi przejdzie, ale wiem jednak, że nigdy nie czułam się tak samotna...
Pozdrawiam wasza Klaudia
Subskrybuj:
Posty (Atom)