Ta notka będzie troszkę inna niż wszystkie, gdyż będzie tu raczej więcej informacji o blogu niż o mnie, ale nie zabraknie też i mnie w tym poście. Gdy weszłam dziś na bloga ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nie było tam podstrony, którą dodałam jakiś czas temu, a mianowicie ,,pasja moim życiem". Oczywiście mam zamiar to naprawić. Jeśli chodzi o sprawy techniczne to chciałam was poprosić o przysługę. Jak wiecie od długiego już czasu planuje zmienić wygląd mojego bloga i mimo moich wielkich starań nie znalazłam żadnej szabloniarni, która by mogła wykonać szatę graficzną. Z reguły albo są długie kolejki albo szabloniarnia zakończyła działalność. Ponieważ jestem bardzo początkującą blogerką, a jedyne co umiem robić na blogu to pisać notki i wstawiać zdjęcia, więc byłabym bardzo zadowolona gdybyście polecili mi jakąś szabloniarnie, a może wy sami robicie szablony? Czekam na propozycje :). No z technicznych spraw to tyle, a jeśli chodzi o to co u mnie można to ująć jednym słowem ,,nic". Dosłownie i w przenośni. Dziadka nie ma, mieszkanie posprzątane tak jakby nigdy nic się nie stało. Życie toczy się dalej tak jak to było wcześniej, ale w sercu czuje się pustkę po dziadku. Ja straciłam babcie i dziadka, a moja mama mamę i tatę. No, ale cóż nic nie możemy zrobić trzeba żyć dalej i wrócić do szarej codzienności. Zawsze staram się znajdować jakieś pozytywy w każdej sytuacji. Może się wydawać, że w takiej sytuacji nie ma żadnych dobrych stron i tu się mylicie. Po pierwsze dwoje kochających się ludzi po 1,5 roku rozłąki jest razem i chyba to jest najważniejsze. To zdanie niech zakończy rozdział o dziadku i zacznie nowy, mam nadzieje, że lepszy, a pro po nadziei podobno to matka głupich. Ja się z tym nie zgadzam, nadzieja jak i wiara może zdziałać cuda. W tym poście to tyle. Czekam na waszą pomoc w sprawie szaty graficznej na moim blogu, a tu piosenka a raczej cover, który nawiązuje troszkę do mojej kolejnej notki ;). Jestem ciekawa czy domyślicie się o co chodzi. https://www.youtube.com/watch?v=lrF814OnFQ4
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
piątek, 23 stycznia 2015
czwartek, 22 stycznia 2015
On i ona w kóncu razem.
Cóż sama nie wiem od czego mam zacząć. Na początek powiem, że niestety laptop był ponad dwa tygodnie w naprawie, dlatego takie opóźnienie jeśli chodzi o notki. W sumie może to i lepiej, bo wcześniej nie miałam o czym pisać, a teraz stety, niestety mam materiał na post dla was. Jak to u mnie bywa moje notki ostatnio nie są zbyt optymistycznie i ta również do nich należy. Przyznam się, że długo myślałam nad tytułem tej notki i sądzę, że będzie pasował do tego postu. Z takich spraw technicznych to tyle, ale przejdźmy do sedna sprawy. Był wtorek (20.01) godzina około 7:00 usłyszałam telefon i domyślałam się kto dzwoni. Po chwili usłyszałam jak mama mówi przez łzy i wiedziałam już co się stało. Zerwałam się z łóżka i już byłam w salonie. Mama skończyła rozmowę, a moje wszelkie nadzieje, które mówiły mi, że moje podejrzenia są nie prawdziwe, prysły jak bańka mydlana. Dziadek nie żyje to właśnie usłyszałam, nie było to dla mnie zdziwieniem, bo z dziadkiem już jakiś czas było źle, ale te słowa zabolały. Potem wszystko potoczyło się mechanicznie. Wieczorem różaniec, pierwszy raz gdy miałam zobaczyć nieżywego człowieka. Nadeszła ta chwila, gdy wnieśli trumnę w momencie kiedy ją otwierali odwróciłam wzrok w stronę mojej siostry ciotecznej. Po chwili mój wzrok wrócił na trumnę i ujrzał dziadka. Synchronicznie z moją siostrą zaczęłyśmy płakać. Po jakimś czasie zebrałam się do kupy i potem poszło gładko, wczoraj znowu różaniec, ten sam scenariusz wchodzę łzy cisną mi się na twarz, a potem jest już dobrze. Wszystko powraca przy samym końcu różańca. Coś mnie zakuło i łzy poleciały same. Dziś był pogrzeb myślałam, że będę twardsza. Skoro dałam radę przez te dwa dni dam i teraz. I to był błąd. W momencie, gdy wszyscy zaczęli żegnać się z dziadkiem, dotykać go po twarzy po rękach ja nie podołałam. Rozpłakałam się i wyszłam na dwór. Podczas mszy co pięć minut łzy leciały mi z oczu. Tylko jedno mnie pocieszało. W końcu dziadek i babcia są razem. Po dokładnie 1,5 roku się spotkali. Dziadek bardzo tęsknił i wiem, że teraz jest szczęśliwy. Babcia zmarła 23 lipca we wtorek pogrzeb był w czwartek o 11:00. Dziadek też umarł we wtorek i dziś (czwartek) o 11:00 odbył się pogrzeb. Niby zbieg okoliczności, ale zapewne coś znaczy. Jak na razie nie wiem jeszcze co. Jedno jest pewne oboje są teraz szczęśliwi, bo są razem...
Pozdrawiam Klaudia
Pozdrawiam Klaudia
środa, 3 grudnia 2014
Aktualizacje
W dniu dzisiejszym zaktualizowałam podstrony: O mnie, mój dzień, galeria
Dodałam też podstronę: Pasja moje życie zapraszam do ogladania mam nadzieje że sie spodoba :D
Dodałam też podstronę: Pasja moje życie zapraszam do ogladania mam nadzieje że sie spodoba :D
Co z przyszłością?
W każdy pości mówię, że już nie będę was opuszczać na dłuższy czas, ale niestety tak jest, ponieważ uważam, że nie sensu pisać na siłę, a teraz przejdę do rzeczy. Co u mnie słychać? A to, że ostatnio mam nawał lekcji, ale ten blog nie jest o lekcjach tylko o mnie. Postanowiłam troszkę pozmieniać na blogu i wprowadzić kilka aktualizacji mam nadzieje że sie spodoba. Od piątku dostaje zastrzyki domięśniowe z antybiotykiem dziś jadę na ostatni :D. Jutro znowu do Warszawy eh jak ten czas szybko leci, jeszcze 3 tygodnie i święta. Powiem wam jedno w tym całym pędzie nawale lekcji zaczęłam żyć według schematu. Wstaje, jem, potem lekcje, kończę lekcje, jem, odrabiam lekcje, jem i idę spać i tak każdego dnia to samo. Pominęłam oczywiście wszystkie zabiegi jakie odbyć muszę bo zanudzilibyście się tu na śmierć. W tej rutynie przestałam myśleć nad swoim życie w sumie nie wiem czy mi to wyszło na dobre, bo gdy teraz tak siedzę i myśle co będzie za dwa lata gdy będę musiała iść do liceum to mam mieszane uczucia. Z jednej strony otworzą mi się drzwi na świat będę miała w końcu swój upragniony kontakt z ludźmi. Jest też druga strona, boję się ze nie dam se rady sama na stancji ze wszystkimi zabiegami, lekami, lekcjami. Sama nie wiem jak będzie wyglądało moje życie. A może lepiej siedzieć w domu cicho i dalej żyć trzy lata w izolacji? Nie chce tak. Chce w końcu zacząć żyć pełnią życia. Przecież za dwa lata rozpocznie sie najlepszy okres mojego życia. Imprezy, chłopacy, przyjaciółki. Nie chce tego stracić siedząc w domu. Myśląc o życiu jakie mogę mieć za dwa lata uśmiech pojawia mi się na twarzy, ale zaraz potem przypomina mi się, że przecież mam mamę nie chce jej zostawiać samej. Wiem, że ona strasznie to przeżyje, jesteśmy do siebie bardzo przywiązane. Można powiedzieć, że mama jest moją przyjaciółką. No cóż zobaczymy co przyniesie los, nadal mam nadzieje, że przez ten czas lekarze dowiedzą się co mi jest i mój stan się polepszy na tyle, abym mogła sama sobie dawać radę. To chyba wszystko co chciałam wam dziś powiedzieć, notka mocno wybiegająca w przyszłość, ale sądzę, że dość istotna. Chciałam powiedzieć jeszcze jedno, iż po wejściu na bloga pojawił się uśmiech na mojej twarzy ponieważ zyskałam dwóch obserwatorów i ponad 2000 odsłon dziękuje wam, że jesteście chociaż mnie często nie ma. Na koniec piosenka, w której się ostatnio zakochałam polecam i czekam na wasze opinie :)
https://www.youtube.com/watch?v=76WJJ57YoG0
Pozdrawiam wasza Klaudia
https://www.youtube.com/watch?v=76WJJ57YoG0
Pozdrawiam wasza Klaudia
piątek, 19 września 2014
Tak mało czasu tak wiele rzeczy
Minął już dość długi czas od kąt pisałam ostatni wpis. Przez ten czas tyle się wydarzyło, że nie wiem czy dam radę ująć to w jednym wpisie, a więc zróbmy tak, że rzeczy z sierpnia napisze w tym poście, a z września w następnym. Myślę, że tak będzie dobrze. Po pierwsze przed samym wyjazdem do Ustki odstawiłam niezły cyrk, a rzecz w tym, iż we wtorek dwa dni przed wyjazdem nad morze o godzinie 22:00 zadławiłam się jedzeniem, już od jakiegoś czasu słabo jadłam ale wtedy już nie było wyjścia. W środę o 6:00 byliśmy już w drodze do Szpitala w Warszawie. O godzinie 15:00 było już po wszystkim. Mój przełyk został rozszerzony do 11mm. To wszystko działo się tak szybko tyle nerwów, tyle strachu, tyle płaczu. Zaraz po zabiegu przybyła do mnie moja Pani Doktor, która oświadczyła, że dziś mogę pić, a jutro jeść no i jutro mogę wyjść około 12:00. To były w końcu dobre wiadomości ale... Nie na długo. Za 15 min przybiega i mówi, że jednak nie mogę dziś nic do ust wziąć jutro pić a w piątek jeść i MOŻE wieczorem wyjdziemy. Jak to szybko można zmieniać zdanie najpierw daje nadzieje, a potem zabiera ci wszystko. O 22:53 w piątek miałyśmy autobus do Ustki no i cóż znów płacz i złość. Następnego dnia mama poszła do pani profesor, która oświadczyła, że możemy dziś (czwartek) wyjść. Hmm... nie wydaje się to wam dziwne? Ale w końcu to Polska wszystkiego mogę się spodziewać. Bądź co bądź wyszłyśmy w czwartek o 20:00 i w piątek szczęśliwie pojechałyśmy nad morze. Uwielbiam to uczucie, gdy wsiadam do autobusu i wiem, że obudzę się tam gdzie pragnę. Po takich rewelacjach ten tydzień był jak zbawienie. Coś cudownego nie pamiętam kiedy mama się tyle uśmiechała. Pogoda dopisała opaliłam się jak rak :D. Nie będę się więcej rozpisywać bo tego nie dam rady opisać słowami. Jeśli chodzi o sierpień to by było na tyle za chwilkę wstawię post o wrześniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)